• 6 października 2022

Miałem przyjemność przeczytać szczerą opowieść Sandy Swenson o drodze jej syna do uzależnienia.

Jej pełna mocy opowieść o rodzicielskiej miłości i nadziei jest jedną z tych książek, które uleczą serca innych, którzy tak bardzo pragną wiedzieć, że nie są sami.

Historia Sandy przemówi do wszystkich, którzy kochają swoje dzieci. Jej siła, determinacja i nadzieja na cud pozostaną niezapomniane.

Powitajmy Sandy Swenson, autorkę książki The Joey Song: Opowieść matki o uzależnieniu syna.

Co zainspirowało Cię do napisania książki The Joey Song: Opowieść matki o uzależnieniu syna?

Kiedy po raz pierwszy zaczęłam pisać The Joey Song, chciałam się wyleczyć. Próbowałam zrozumieć toksyczną korozję uzależnienia, która trawiła mojego syna, moją rodzinę, moje serce. Miałem też cichą nadzieję, że pewnego dnia mój syn przeczyta napisane przeze mnie słowa i na zawsze się zmieni; miałem nadzieję, że zanim dotrę do ostatniego rozdziału, będę miał szczęśliwe zakończenie, o którym będę mógł napisać.

Ale, jak się okazało, moja historia, jak wiele innych, jest historią bez zakończenia. Zaczęłam więc pisać książkę, którą tak bardzo chciałam przeczytać; zaczęłam pisać " Joey Song " dla rodziców takich jak ja, rodziców, których ukochane dzieci pozostają w aktywnym uzależnieniu.

Dla rodziców żyjących w miejscu, gdzie spotykają się miłość i uzależnienie - w miejscu, gdzie pomoc umożliwia, a nadzieja boli. Dla rodziców, którzy próbują zrozumieć różnicę między pomaganiem dziecku w życiu a pomaganiem mu w śmierci. Dla rodziców przeżywających żałobę po stracie dziecka, które jeszcze żyje. Dla rodziców, którzy muszą odnaleźć drogę powrotu do zdrowia.

Słyszałem, że na każdego uzależnionego przypadają cztery inne osoby. Oznacza to, że jest wiele cierpienia. A zbyt wiele osób cierpi w milczeniu z powodu piętna i wstydu.

Kiedy uzależnienie chwyta dziecko, dusi też rodzica. Znam ten niszczący życie uścisk. Nigdy nie czułam się tak niezdolna i bezradna, tak smutna i samotna. Taki strach. Moje dziecko zostało mi skradzione - skradzione samemu sobie - a ja opłakuję stratę i cierpienie Joey'a z bardzo samotnego miejsca.

W społeczeństwie nie ma szerokiej empatii ani wsparcia dla rodzin osób uzależnionych. Nie ma okrzyków solidarności, nie ma brygady pięknych wstążek, nie ma pocieszenia, które tak często jest w klopsikach i muffinkach. Zamiast tego są zamknięte drzwi, usta, umysły i serca.

Chcę, aby uzależnienie było rozumiane, a nie źle przedstawiane, oceniane i źle traktowane. Nie należy ich wyciszać ani ukrywać. Paskudne rzeczy rosną najłatwiej w ciemnych kątach; plaga uzależnień musi zostać wyciągnięta na światło dzienne.

Dzielę się więc moją historią o miłości, stracie i nauce. O przetrwaniu uzależnienia mojego syna i pogodzeniu się z faktem, że on może nie przeżyć.

Kiedy uzależnienie zostanie uznane za chorobę, będzie traktowane jak choroba - ale to zrozumienie nastąpi dopiero wtedy, gdy ci z nas, którzy kochają osoby uzależnione, przestaną ukrywać uzależnienie, jakby było hańbą.

Nigdy więcej wstydu, nigdy więcej milczenia.

Jak uzależnienie syna wpłynęło na Pani życie i co Pani zrobiła, aby sobie pomóc?

Moje dziecko wyrosło na osobę uzależnioną. Był czas, kiedy wierzyłam, że miłość matki może wszystko naprawić, ale tego nie może. W moim życiu jest więc dziura, w której powinien być mój syn. Wpadnięcie w tę dziurę lub jej wypełnienie to moje jedyne możliwości, dlatego podejmuję kroki, aby ją wypełnić.

Postanawiam czcić mojego syna słowami i czynami, a nieosobą uzależnioną.

To nie znaczy, że mi nie zależy. Ani że nie cierpię. Ani że nie będę płakać. Oznacza to tylko, że wypełnię dziurę w moim życiu, w której powinien być Joey, dobrem, a nie złem. Życzliwością, a nie szaleństwem.

Nie wstydzę się Joey'ego. Jest mi z jego powodu smutno. I nie wstydzę się, że jestem matką osoby uzależnionej. Nie będę już dłużej zachowywać się tak, jakby uzależnienie było mroczną tajemnicą i nie zamierzam żyć jak karaluch ukrywający się pod kamieniem.

Będę otwarcie i szczerze mówić o tym, co uzależnienie zrobiło z Joey'em i z naszą rodziną. Mam nadzieję, że dzięki mojemu blogowi i książce "The Joey Song" pomogę innym.

Podobnie jak Joey, mam wybór. I wybieram życie .

Jakie są trzy rzeczy, które powiedziałeś sobie, a które podtrzymywały Cię na duchu w najczarniejszej godzinie?

"Nie pomogę narkomanowi zabić mojego syna".

Przez lata robiłem wszystko, aby chronić Joey'a przed nim samym, aż w końcu zdałem sobie sprawę, że to nie jego chronię. Chroniłem uzależnionego. Ułatwiałem mu życie. Daję uzależnionemu jeszcze jeden dzień, aby mógł dalej pochłaniać ciało i umysł mojego syna. Pomagałem nałogowcowi zabić syna, którego próbowałem uratować.

Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, wszystko się zmieniło: moja matczyna miłość musiała zostać zniekształcona i zdefiniowana na nowo. W takiej miłości nie ma nic przyjemnego, ale nie robię tego dla siebie. To nie jest tak zwana trudna miłość, bo jest podła. Nazywa się ją trudną miłością, ponieważ jest trudna do wykonania. Ale ja już nigdy nie zrobię nic, aby pomóc osobie uzależnionej. Bo jeśli to zrobię, nie mam nadziei, że kiedykolwiek zobaczę mojego syna.

Powiedziałam kiedyś Joey'emu, żeby nigdy nie lekceważył mojej miłości do niego, i to właśnie mam na myśli - kocham go na tyle, by znieść najtrudniejszą ze wszystkich miłości.

Odpuścić to znaczy kochać. Mogę robić obie te rzeczy i mogę przetrwać".

"Mam nadzieję, że to nie uzależniony będzie wdzięczny za moją miłość. To mój syn".

Mój syn jest osobą, która potrzebuje mojego wsparcia. Mój syn musi widzieć moją siłę. Moje oddanie. Moją determinację.

Mój syn potrzebuje, abym stawił czoła jego najgorszemu wrogowi, a nie pomagał mu.

Mój syn i osoba uzależniona mogą dzielić ten sam cień, ale nie będą dzielić mojej miłości. Mój syn jest tym, którego chcę zobaczyć żyjącego poza jutrem.

"Odpuszczenie nie jest tym samym, co poddanie się".

Wyrażenie "odpuścić" oznacza, no cóż, odpuszczenie, czyli porzucenie lub wyrzucenie - a jak wie każda matka, to po prostu niemożliwe. W sercu matki nie ma mowy o puszczeniu - nie ręki, którą kiedyś trzymała. Nawet jeśli ta mała rączka wyrośnie na dużą, przywiązaną do okropnego narkomana. Ale to nie jest to, co oznacza "odpuszczenie". Teraz rozumiem. To znaczy puścić rzeczy, które nie są moje, aby się ich trzymać. Rzeczy, które mają cokolwiek wspólnego z uzależnieniem.

Puszczając mojego syna, daję mu do zrozumienia, że w niego wierzę. Że wierzę, że może to zrobić. Jak uścisk, pełen mojej miłości, puszczam go, wierząc, że znajdzie drogę powrotną.

Gdyby podszedł do Ciebie rodzic z prośbą o radę, a Ty miałbyś tylko kilka minut, by udzielić mu swojej najlepszej rady (rad), co by to było?

"Czasami miłość oznacza raczej nie robić nic, niż robić coś. "

Nasze dzieci nie są marionetkami, którymi możemy sterować za pomocą słów lub myślenia życzeniowego. Nasze działania nie są ich działaniami. Nasze pociąganie za sznurki to nie to samo, co ich praca. Dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że moje przyzwolenie było dla Joey'ego sceną, dzięki której mógł przejść przez etapy zdrowienia, i że jeśli ma mieć szansę na prawdziwy sukces, to muszę pociągnąć za sznurki.

Nie mogę powiedzieć ani zrobić nic, co powstrzyma uzależnienie Joey'ego, ale musi on mieć powód, żeby przestać. Musi wiedzieć, że utrzymuję w moim życiu ciepłe miejsce, w którym jest jego miejsce. Nie dam mu rady, nie dam mu współczującego ucha, ani nawet nie uwierzę w żadne jego słowo, ale dopóki Joey żyje, będę szukać sposobów, aby wraz z moim odejściem pozostawić ślady miłości.

Jedyne, co mogę teraz zrobić dla Joey'ego, to go kochać. Ale on będzie o tym wiedział. I to już jest coś.

Co chciałabyś, aby czytelnicy wynieśli z Twojej opowieści?

Uzależnienie jest chorobą, a nie hańbą. To nie jest kwestia do oceny moralnej.

Uzależnienie zaczyna się tam, gdzie przymierze staje się chorobą, i może się przydarzyć każdemu, kto wziął łyk, łyknął czy wciągnął (do czego nasza kultura zachęca każdego młodego człowieka), a nawet tabletkę przepisaną na ból.

Jako rodzic popełniłem wiele błędów, ale doprowadzenie do uzależnienia mojego syna nie jest jednym z nich. Gdyby niedoskonałe wychowanie powodowało uzależnienie, to każdy byłby uzależniony. Powód, dla którego ktoś zaczyna pić lub zażywać narkotyki, nie jest tym samym, dla którego nie może przestać.

Jedyną rzeczą, nad którą mamy kontrolę, są nasze własne reakcje. Nie możemy zmusić osoby uzależnionej do podjęcia leczenia, ale możemy powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby. Możemy powstrzymać toksyczną korozję uzależnienia, która trawi naszą rodzinę i naszą duszę. Wyzdrowienie zaczyna się od nas.

Wyzdrowienie może nastąpić nawet wtedy, gdy nie nastąpi w osobie uzależnionej. Rodzice nie są samolubni, gdy muszą dbać o siebie. Bądźcie przykładem, jaki chcielibyście widzieć.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz
Top